Cuda w komisji wyborczej nr 208 na warszawskiej Ochocie skutecznie niszczą zaufanie do Państwa, którego mechanizmy kontrolne nie zabezpieczają obywateli przed nadużyciami. Tylko głupota członków komisji umożliwiła zdemaskowanie procederu, co do którego nie można mieć pewności czy nie jest masowy.
Wczorajszy wieczór przyniósł arcyciekawą informację na portalu niezależna.pl. Sprawa jest już komentowana przez Blogerów, aczkolwiek wątpię, aby znalazła się w głównym medialnym obiegu. Chodzi o przypadek kandydatki PiS do Rady Dzielnicy Ochota, Aleksandry Jaroszkiewicz. Po podliczeniu głosów okazało się, że na nią głosowało zero wyborców, choć powinien być odnotowany przynajmniej jej jeden głos, który oddała na samą siebie. Po ponownym sprawdzeniu głosów przez Sąd Okręgowy w Warszawie okazało się, że kandydatka otrzymała nie zero, a dziewiętnaście ważnych głosów.
Ja rozumiem, że można się "pomylić", ale podawanie wyniku 0 przy faktycznie oddanych 19 głosach??? Ja rozumiem, że te wszystkie zdania o fałszerstwach to przejaw moherowej paranoi, ja rozumiem, że Begierowej udowodnili fałszowanie podpisów, więc „takie rzeczy się zdarzają wszędzie”. Ja wszystko rozumiem, ale jaka musi być atmosfera, że członkowie Komisji Wyborczej, osoby zaufania publicznego, nie liczą się już nawet z pozorami i kasują 19 głosów wpisując jako wynik 0 (zero)! Tylko dzięki swojej głupocie wpadli. To jedyny plus tej sytuacji.
Jakie są rzeczywiste wyniki tych wyborów? Odpowiedzią mogłoby być jedynie ponowne przeliczenie wszystkich głosów przez zewnętrznych obserwatorów. A to jak wiemy jest technicznie mało wykonalne. Co robili w czasie liczenia głosów mężowie zaufania? Dlaczego nie zadziałała krzyżowa kontrola członków Komisji, którzy powinni być przecież z różnych ugrupowań. Medialne szczucie przynosi realne efekty w postaci konformizmu nawet pisowskich członków komisji? „Bo wyniku wyborów przecież to nie zmieni”, tak? To dlaczego powtarzamy sobie, że każdy głos jest ważny? I nie chodzi tu o ugrupowanie poszkodowanej - gdyby dotyczyło to kandydata PO - mój komentarz i reakcja byłyby identyczne.
Była jakiś czas temu mowa o znaczeniu nieważnych głosów, jako formy protestu obywatela na tyle aktywnego, by poszedł do urny i na tyle niezadowolonego, że skreśla przy urnie wszystkich. Są głosy, że jest to furtka do fałszerstw wyborczych, bo łatwo jest unieważnić czyjś głos. Ten przykład pokazuje że nie trzeba nic unieważniać, skoro mechanizmy kontrolne w trakcie najważniejszego momentu, czyli liczenia głosów zawodzą do tego stopnia, że nikt się nie przejmuje aż tak jawnym komisyjnym kłamstwem jak podanie 0 zamiast 19 głosów na danego kandydata. Co stoi w takiej sytuacji na przeszkodzie podanie 190 zamiast 19? Albo odwrotnie. Zawsze można przecież się tłumaczyć, że w zmęczeniu nie wpisałem zera.
To, co umożliwia wyborcze fałszerstwa - niekoniecznie w drodze odgórnej dyrektywy, ale np. w postaci silnej osobowości w wyborczej komisji, która przekona resztę, że 19 głosów w tą czy w tamtą nie ma znaczenia, „bo wyniku wyborów to nie zmieni” - to jest społeczne przyzwolenie na kłamstwo. W sytuacji gdy wszędzie słyszymy, że 20 stopni mrozu to jest odwilż, że rosnące lawinowo zadłużenie Państwa to sukces liberalnej gospodarki, że „Polska po raz pierwszy od wielu dekad jest graczem, a nie pionkiem w stosunkach międzynarodowych”, to naprawdę te 19 głosów może nie mieć najmniejszego znaczenia. Jeśli jednak nie chcemy bujać w obłokach tylko stąpać realnie po realnej ziemi, to nie możemy godzić się na niewydawanie reszty z powodu braku drobnych w kasie. Nie możemy godzić się na oddanie kluczyków do samochodu bandycie i przyjąć do wiadomości, że on tylko pożyczył na chwilę.
Kolejny raz w trakcie aktualnych rządów zaufanie do Państwa zostało podkopane. Bardzo poważnie.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instytucje. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą instytucje. Pokaż wszystkie posty
środa, 22 grudnia 2010
środa, 17 listopada 2010
Do Ratusza pytania o KDT
Wybory zbliżają się wielkimi krokami, a ja przejeżdżając rano do pracy obok pustego placu Defilad zastanawiam się, dlaczego nikt nie zwrócił uwagi na tą finansowo-organizacyjną porażkę warszawskiego Ratusza? Półtora roku temu zastanawiałem się, czy ktokolwiek zostanie pociągnięty do odpowiedzialności za fatalną organizację słusznych z prawnego punktu widzenia działań komornika. Niestety nie znalazłem na ten temat żadnych informacji. Znalazłem natomiast wzmiankę, że na miejscu zlikwidowanego KDT powstanie w grudniu pawilon informacyjny o drążeniu centralnego odcinka drugiej linii metra.
Przez okres od 21 lipca 2009 do 30 listopada 2010 roku nic się na tym placu nie działo, poza likwidacją samej Hali. Fiasko rozmów z kupcami oraz decyzja sądu spowodowały likwidację targowiska w centrum Stolicy. Sama likwidacja uzasadniana była potrzebą zwolnienia drogiego miejsca na potrzeby budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Muzeum nawet nie zaczęło powstawać, a po półtora roku przestoju miejsce to staje się zapleczem do budowy Metra. Ja rozumiem, że budowę Muzeum trzeba przygotować, że "wyskoczyła" teraz budowa drugiej linii Metra, niemniej ta sytuacja rodzi szereg pytań na temat uzasadnienia działań podjętych w 2009 roku:
Przez okres od 21 lipca 2009 do 30 listopada 2010 roku nic się na tym placu nie działo, poza likwidacją samej Hali. Fiasko rozmów z kupcami oraz decyzja sądu spowodowały likwidację targowiska w centrum Stolicy. Sama likwidacja uzasadniana była potrzebą zwolnienia drogiego miejsca na potrzeby budowy Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Muzeum nawet nie zaczęło powstawać, a po półtora roku przestoju miejsce to staje się zapleczem do budowy Metra. Ja rozumiem, że budowę Muzeum trzeba przygotować, że "wyskoczyła" teraz budowa drugiej linii Metra, niemniej ta sytuacja rodzi szereg pytań na temat uzasadnienia działań podjętych w 2009 roku:
- Czy ktokolwiek został pociągnięty do odpowiedzialności za nieuzasadnione zatrudnienie do działań komorniczych na terenie KDT firmy ochroniarskiej zamiast policji?
- Czy ktokolwiek został pociągnięty do odpowiedzialności za przekroczenie uprawnień przez firmę ochroniarską podczas działań komorniczych w KDT?
- Czy nie powinno się najpierw opracować planów i wszystkiego przygotować formalnie, aby na dany sygnał mogły wejść ekipy robotników, które zrealizują zaplanowane prace?
- Po co tak stanowczo usuwano siłą kupców, skoro następnego dnia po usunięciu nie rozpoczęła się rozbiórka Hali, a po rozbiórce natychmiast nie ruszyły żadne prace?
- Czy nie jest niegospodarnością pozbawienie miasta dochodu za wynajem powierzchni przez okres co najmniej roku? Nawet biorąc pod uwagę czas potrzebny do zlikwidowania Hali, spokojnie mozna było czerpać pożytki z jej istnienia co najmniej do lipca 2010 roku. Są to przecież zarówno opłaty za wynajem powierzchni jak i podatki odprowadzane przez kupców.
- Kto skorzystał na pozbawieniu miasta wyżej opisanych dochodów?
Autor:
Igor Czajka
o
07:49
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
instytucje,
polityka,
pytania
piątek, 3 kwietnia 2009
Wszyscy chcą skompromitować IPN
Muszę przyznać, że z coraz większym osłupieniem przyjmuję kolejne informacje krążące wokół IPN przy okazji tzw. sprawy Wałęsy. W centrum uwagi staje jakiś biedny 24-letni magistrant, który jako historyk zostaje przyjęty do pracy w IPN. Dlaczego biedny? Ano bo daje się wykorzystywać w grze gigantów, szargając swoje imię, nie zdając sobie najwyraźniej sprawy z tego co robi. Nie oszukujmy się, w tej sprawie nie chodzi o jakiegoś Zyzaka, w tej sprawie chodzi o wielki projekt zmarginalizowania znaczenia instytucji, która potencjalnie mogłaby odgrywać rolę autorytetu w trudnych polskich sporach historycznych. Dziwi zatem postawa bardziej doświadczonych graczy na tej scenie. Co się bowiem dzieje?
Kwaśniewski ramię w ramię z Mazowieckim stają w obronie czci Wałęsy. Wtedy, gdy Kwaśniewski razem z Geremkiem bronił Kuronia nad jego grobem, przekroczone zostały ostatnie granice wyczucia i jakiegokolwiek smaku. To co się dzieje teraz jest logicznym dalszym ciągiem. To prawda, że IPN raz po raz zalicza wpadki. Wpadki zarówno polityczne jak i faktograficzne. Jednak czy margines można przedstawiać jako normę? Sprawa kierowcy Popiełuszki stała się sztandarem, wytrychem, symbolem zakłamania IPN. Pojawiają się coraz liczniejsze głosy wzywające do zamknięcia tej instytucji, ale to się nie stanie. Instytucja będzie istnieć, ale z coraz mniejszym kredytem społecznego zaufania. Chodzi bowiem nie o to, by ją zlikwidować. Jej istnienie daje legitymizacje różnych grup i jednostek, którym sąd lustracyjny niczego nie udowodnił. Jej istnienie udowadnia, że Polska jest niepodległa, suwerenna i rozliczyła się z przeszłością. Ale to tylko pozory. Tak naprawdę chodzi o to, by zniwelować czy wręcz zniszczyć możliwości jej jakiegokolwiek oddziaływania. Niewiarygodny IPN nie może zaszkodzić, ale jego istnienie zawsze może być argumentem dla tych, którzy domagają się historycznej sprawiedliwości.
W tym kontekście dziwi postawa tych wszystkich, którzy deklarują swoje wsparcie dla IPN. Żeby ta instytucja mogła być skuteczna, musi pozostać poza wszelkimi wątpliwościami jej wiarygodność. Żeby natomiast chronić tą wiarygodność, nie można na ślepo popierać wszystkiego co jest związane z IPN. Czy ktoś dzisiaj twierdzi, że Niemcy = faszyści? A przecież w Niemczech jest wiele bojówek faszystowskich, a wspierana przez niemiecki rząd organizacja potrafi negować i przeinaczać historię. Mówimy – to nie istotny margines. Jeśli natomiast w Polsce jakiś skinhead pobije ryżawego na ulicy to jest to dowód że Polak = antysemita. I dlatego jeśli w IPN jedna publikacja na pięćset będzie fałszywa, to będzie to przyczynek do kwestionowania istnienia tej instytucji; jeśli natomiast autor sensacyjnego kryminału zostanie przyjęty do pracy w jednym z oddziałów – to już całkowicie przekreśla cały dorobek wszystkich lat działalności!
Ja rozumiem logikę tego myślenia, a raczej logikę tej manipulacji. Nie rozumiem tylko, dlaczego nasi główni gracze na scenie politycznej nie potrafią lub nie chcą przeciwdziałać w sposób gwarantujący w dłuższej perspektywie sukces. Zamiast bronić Zyzaka, zamiast wyklinać oskarżycieli lejąc wodę na ich młyn, można przecież zwolnić osoby, które dopuściły się nadużyć, cofnąć błędne decyzje i pozostać przy decyzjach dobrych. Pozwalanie na wciągnięcie się w emocjonalne przepychanki Wałęsy niczego nie zmienia, jest partackim uleganiem manipulacji adwersarza i tylko eskaluje sprawę. Jedynie Paczkowski próbuje zachować resztki zdrowego rozsądku, ale jego wywiad w czwartkowej Wyborczej (z 2 kwietnia 2009) można przeczytać tylko w wydaniu papierowym i próżno go szukać na portalu Gazety. Jego apel, aby nie rozciągać potknięć głupich historyków na całość historyków z IPN oraz oskarżenie Gazety o kreowanie irracjonalnej nagonki na IPN został przez Wyborczą całkowicie przemilczany (co zresztą nie dziwi). W przeciwieństwie do głośnych już przeprosin, które odarte z kontekstu także są potwierdzeniem jedynie słusznej tezy.
Niestety oszczercy działają bardzo zimno, wyrachowanie i konsekwentnie realizując swój widoczny jak na dłoni zamiar. Zaś IPN i jego obrońcy zachowują się jak obrażone dzieci tańcząc dokładnie tak jak im ci pierwsi zagrają. A jeśli to nie jest nieudolność? Nie, niemożliwe, to się nie zdarza nigdzie, a tym bardziej w Polsce, ale sama przecież się pcha do głowy ta makabryczna hipoteza… a co, jeśli zarówno oszczercy jak i rzekomi obrońcy IPN grają do jednej bramki? Jeśli wszyscy także w tej sprawie uprawiają makabryczną szopkę, jedynie po to by zachować pozory wolności i demokracji… Nie, wyjazd z kraju nic nie da… to się musi kiedyś skończyć… nawet PRL padł jak mucha nieoczekiwanie dla wszystkich...
Kwaśniewski ramię w ramię z Mazowieckim stają w obronie czci Wałęsy. Wtedy, gdy Kwaśniewski razem z Geremkiem bronił Kuronia nad jego grobem, przekroczone zostały ostatnie granice wyczucia i jakiegokolwiek smaku. To co się dzieje teraz jest logicznym dalszym ciągiem. To prawda, że IPN raz po raz zalicza wpadki. Wpadki zarówno polityczne jak i faktograficzne. Jednak czy margines można przedstawiać jako normę? Sprawa kierowcy Popiełuszki stała się sztandarem, wytrychem, symbolem zakłamania IPN. Pojawiają się coraz liczniejsze głosy wzywające do zamknięcia tej instytucji, ale to się nie stanie. Instytucja będzie istnieć, ale z coraz mniejszym kredytem społecznego zaufania. Chodzi bowiem nie o to, by ją zlikwidować. Jej istnienie daje legitymizacje różnych grup i jednostek, którym sąd lustracyjny niczego nie udowodnił. Jej istnienie udowadnia, że Polska jest niepodległa, suwerenna i rozliczyła się z przeszłością. Ale to tylko pozory. Tak naprawdę chodzi o to, by zniwelować czy wręcz zniszczyć możliwości jej jakiegokolwiek oddziaływania. Niewiarygodny IPN nie może zaszkodzić, ale jego istnienie zawsze może być argumentem dla tych, którzy domagają się historycznej sprawiedliwości.
W tym kontekście dziwi postawa tych wszystkich, którzy deklarują swoje wsparcie dla IPN. Żeby ta instytucja mogła być skuteczna, musi pozostać poza wszelkimi wątpliwościami jej wiarygodność. Żeby natomiast chronić tą wiarygodność, nie można na ślepo popierać wszystkiego co jest związane z IPN. Czy ktoś dzisiaj twierdzi, że Niemcy = faszyści? A przecież w Niemczech jest wiele bojówek faszystowskich, a wspierana przez niemiecki rząd organizacja potrafi negować i przeinaczać historię. Mówimy – to nie istotny margines. Jeśli natomiast w Polsce jakiś skinhead pobije ryżawego na ulicy to jest to dowód że Polak = antysemita. I dlatego jeśli w IPN jedna publikacja na pięćset będzie fałszywa, to będzie to przyczynek do kwestionowania istnienia tej instytucji; jeśli natomiast autor sensacyjnego kryminału zostanie przyjęty do pracy w jednym z oddziałów – to już całkowicie przekreśla cały dorobek wszystkich lat działalności!
Ja rozumiem logikę tego myślenia, a raczej logikę tej manipulacji. Nie rozumiem tylko, dlaczego nasi główni gracze na scenie politycznej nie potrafią lub nie chcą przeciwdziałać w sposób gwarantujący w dłuższej perspektywie sukces. Zamiast bronić Zyzaka, zamiast wyklinać oskarżycieli lejąc wodę na ich młyn, można przecież zwolnić osoby, które dopuściły się nadużyć, cofnąć błędne decyzje i pozostać przy decyzjach dobrych. Pozwalanie na wciągnięcie się w emocjonalne przepychanki Wałęsy niczego nie zmienia, jest partackim uleganiem manipulacji adwersarza i tylko eskaluje sprawę. Jedynie Paczkowski próbuje zachować resztki zdrowego rozsądku, ale jego wywiad w czwartkowej Wyborczej (z 2 kwietnia 2009) można przeczytać tylko w wydaniu papierowym i próżno go szukać na portalu Gazety. Jego apel, aby nie rozciągać potknięć głupich historyków na całość historyków z IPN oraz oskarżenie Gazety o kreowanie irracjonalnej nagonki na IPN został przez Wyborczą całkowicie przemilczany (co zresztą nie dziwi). W przeciwieństwie do głośnych już przeprosin, które odarte z kontekstu także są potwierdzeniem jedynie słusznej tezy.
Niestety oszczercy działają bardzo zimno, wyrachowanie i konsekwentnie realizując swój widoczny jak na dłoni zamiar. Zaś IPN i jego obrońcy zachowują się jak obrażone dzieci tańcząc dokładnie tak jak im ci pierwsi zagrają. A jeśli to nie jest nieudolność? Nie, niemożliwe, to się nie zdarza nigdzie, a tym bardziej w Polsce, ale sama przecież się pcha do głowy ta makabryczna hipoteza… a co, jeśli zarówno oszczercy jak i rzekomi obrońcy IPN grają do jednej bramki? Jeśli wszyscy także w tej sprawie uprawiają makabryczną szopkę, jedynie po to by zachować pozory wolności i demokracji… Nie, wyjazd z kraju nic nie da… to się musi kiedyś skończyć… nawet PRL padł jak mucha nieoczekiwanie dla wszystkich...
Autor:
Igor Czajka
o
12:32
0
komentarze
Wyślij pocztą e-mailWrzuć na blogaUdostępnij w XUdostępnij w usłudze FacebookUdostępnij w serwisie Pinterest
Etykiety:
instytucje
wtorek, 17 marca 2009
Urzędnik z własnym zdaniem?
Wydawać by sie mogło, że to niemożliwe, a jednak. Urzędnik to też człowiek! I czasem nawet jest w stanie mieć swoje własne zdanie. Udowadnia to list otwarty, który został podpisany przez niemal wszystkich pracownikow rządowej agencji, protestujący wobec nieracjonalnych poczynań rządu.
List dotyczy trybu odwołonia dotychczasowego prezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Jego protestacyjny charakter dotyka przede wszystkim sposobu potraktowania do tej pory apolitycznej i technokratycznej instytucji, której celem było nie przechowywanie politycznych wasali tylko skuteczne działanie. Nie jest on wymierzony w nowego prezesa, którego kompetencji nikt nie podważa. To na polskiej scenie instytucjonalnej ewenement, który po pierwsze stawał sie chyba z powodu swojej niezależności niebezpieczny, po drugie ta niezależność dała o sobie znać obecnie, materializując się w formie takiego otwartego listu.
Ale dość o tym. Poniżej zamieszczam treść tego listu, opublikowanego w dzienniku Polska. Poniżej linki do artykułów i komentarzy, które w zasadzie nie wymagają dalszych objasnień.
List otwarty pracowników Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości
W związku z odwołaniem Pani Danuty Jabłońskiej ze stanowiska Prezesa PARP wyrażamy głębokie zaniepokojenie i zgłaszamy protest przeciwko tej decyzji.
Pani Danuta Jabłońska pełni funkcję prezesa PARP od 2006 r. Pragniemy podkreślić, iż została wybrana na to stanowisko w wyniku ogólnopolskiego konkursu zgodnie z obowiązującymi zapisami ustawy o utworzeniu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. O wyborze Pani Jabłońskiej na to stanowisko zadecydowały wiedza, kornpetencje i doświadczenie w zarządzaniu funduszami europejskimi. Cechy te potwierdziły się w ponad dwuletniej, pracy w PARP. Pani Danuta Jabłońska prowadziła zespół specjalistów, który z powodzeniem wdrażał fundusze strukturalne z perspektywy finansowej 2004-2006 oraz sprawnie uruchomił fundusze z nowej perspektywy 2007-2013. Niewątpliwie warty uwagi jest fakt, że podczas 2,5 letniej prezesury Pani Jabłońskiej liczne kontrole zewnętrzne nie wykryły nieprawidłowości, ani nie zgłaszały zastrzeżeń do sposobu funkcjonowania PARP. Stopień wykorzystania funduszy strukturalnych adresowanych do przedsiębiorców w poprzedniej perspektywie jest bliski 100%. W bieżącej perspektywie finansowej PARP jest w czołówce instytucji obsługujących przedsiębiorców i instytucje otoczenia biznesu. W 2008 r. ogłoszono 10 konkursów w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka oraz 3 w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Oceniono ponad 2,5 tys. projektów. Zawarto prawie 1 tys. umów na kwotę ok. 3 mld PLN! Konkursy uruchamiane są bez zbędnych opóźnień w ciągu kilku dni po wejściu w życie odpowiedniego aktu prawnego. Przykładem może być tu Rozporządzenie dotyczące udzielania przez PARP pomocy finansowej w ramach PO IG podpisane z dniem 7 kwietnia 2008 r. weszło w życie 24 kwietnia 2008 r., natomiast PARP w celu przyspieszenia działań ogłosiło konkursy na Poddziałania 4.2 i 4.4 PO IG już w dniu 9 kwietnia 2008 r. aby z dniem wejścia w życie Rozporządzenia można było rozpocząć nabór wniosków. Kolejne Rozporządzenie dotyczące udzielania przez PARP pomocy finansowej w ramach PO KL, weszło w życie 27 czerwca, konkurs zaś na Poddziałanie 2.1.1 PO KL został ogłoszony już 30 czerwca 2008 r. Opóźnienia w pracach nad chociażby tymi Rozporządzeniami blokowały wszelkie działania PARP, nastąpiła konieczność przesunięcia terminów konkursów i w konsekwencji późniejszego wyłonienia Beneficjentów. Tym samym uniemożliwiło to wydatkowania środków założonych na rok 2008. Gdzie tu zatem wina Pani Jabłońskiej oraz pracowników PARP?
Fundusze unijne są wskazywane jako jeden ze sposobów walki z kryzysem gospodarczym. Istotne jest, aby procesy związane z naborem projektów i wypłatą środków, dla tych wybranych dotychczas, nie zostały zakłócone. W opinii ekspertów i przedsiębiorców PARP jest postrzegana jako instytucja sprawnie wdrażająca programy dotacyjne. Tymczasem odwołuje się bez podania konkretnych przyczyn kluczową dla tejże instytucji osobę, osobę, która bezdyskusyjnym profesjonalizmem zapracowała na miano jednej z najważniejszych kobiet w polskiej gospodarce (5 miejsce w rankingu ogłoszonym przez „Puls Biznesu" oraz tytuł „Tej, która zmienia polski przemysł w 2008 roku" ogłoszony przez „Nowy Przemysł"). Enigmatycznie zarzuca się Pani Jabłońskiej brak efektywności. Tymczasem PARP w grudniu ubiegłego roku zawarła większość planowanych umów o dofinansowanie dla przedsiębiorców już z nowej perspektywy. Pierwsze płatności zostały już przekazane do przedsiębiorców. W lutym i marcu br. ogłoszono kolejne konkursy dotacyjne. Trwają nabory i ocena wniosków, a więc proces wyłaniania kolejnych beneficjentów. Postępy finansowe, których brak jest rzekomą przyczyną odwołania Prezes Jabłońskiej, będą widoczne w najbliższych miesiącach.
Już dziś można bardzo konkretnie oszacować wartość zakontraktowanych środków. Tylko dlaczego rządzący nie biorą tego pod uwagę? Czy obojętnym jest dla nich fakt, iż zmiana na stanowisku prezesa PARP w kluczowym momencie dla funkcjonowania systemu dotacji dla przedsiębiorców stanowi istotne zagrożenie wydatkowania środków?
Pragniemy bardzo mocno podkreślić, iż PARP jest instytucją publiczną, własnością społeczeństwa, pracującą na rzecz tego społeczeństwa. Apelujemy do wszystkich osób mających wpływ na decyzje nas dotyczące o nie niszczenie naszego wspólnego dobra. Byłoby to działanie wbrew polskiemu interesowi, wbrew interesom przedsiębiorców i innych potencjalnych beneficjentów liczących na szybkie i sprawne skorzystanie ze wsparcia oferowanego z funduszy europejskich.
Artykuł w dzienniku Polska
Rozmowa z Witoldem Kieżuniem
Bardzo trafny komentarz Wiktora Świetlika
List dotyczy trybu odwołonia dotychczasowego prezesa Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. Jego protestacyjny charakter dotyka przede wszystkim sposobu potraktowania do tej pory apolitycznej i technokratycznej instytucji, której celem było nie przechowywanie politycznych wasali tylko skuteczne działanie. Nie jest on wymierzony w nowego prezesa, którego kompetencji nikt nie podważa. To na polskiej scenie instytucjonalnej ewenement, który po pierwsze stawał sie chyba z powodu swojej niezależności niebezpieczny, po drugie ta niezależność dała o sobie znać obecnie, materializując się w formie takiego otwartego listu.
Ale dość o tym. Poniżej zamieszczam treść tego listu, opublikowanego w dzienniku Polska. Poniżej linki do artykułów i komentarzy, które w zasadzie nie wymagają dalszych objasnień.
List otwarty pracowników Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości
W związku z odwołaniem Pani Danuty Jabłońskiej ze stanowiska Prezesa PARP wyrażamy głębokie zaniepokojenie i zgłaszamy protest przeciwko tej decyzji.
Pani Danuta Jabłońska pełni funkcję prezesa PARP od 2006 r. Pragniemy podkreślić, iż została wybrana na to stanowisko w wyniku ogólnopolskiego konkursu zgodnie z obowiązującymi zapisami ustawy o utworzeniu Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości. O wyborze Pani Jabłońskiej na to stanowisko zadecydowały wiedza, kornpetencje i doświadczenie w zarządzaniu funduszami europejskimi. Cechy te potwierdziły się w ponad dwuletniej, pracy w PARP. Pani Danuta Jabłońska prowadziła zespół specjalistów, który z powodzeniem wdrażał fundusze strukturalne z perspektywy finansowej 2004-2006 oraz sprawnie uruchomił fundusze z nowej perspektywy 2007-2013. Niewątpliwie warty uwagi jest fakt, że podczas 2,5 letniej prezesury Pani Jabłońskiej liczne kontrole zewnętrzne nie wykryły nieprawidłowości, ani nie zgłaszały zastrzeżeń do sposobu funkcjonowania PARP. Stopień wykorzystania funduszy strukturalnych adresowanych do przedsiębiorców w poprzedniej perspektywie jest bliski 100%. W bieżącej perspektywie finansowej PARP jest w czołówce instytucji obsługujących przedsiębiorców i instytucje otoczenia biznesu. W 2008 r. ogłoszono 10 konkursów w ramach Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka oraz 3 w ramach Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki. Oceniono ponad 2,5 tys. projektów. Zawarto prawie 1 tys. umów na kwotę ok. 3 mld PLN! Konkursy uruchamiane są bez zbędnych opóźnień w ciągu kilku dni po wejściu w życie odpowiedniego aktu prawnego. Przykładem może być tu Rozporządzenie dotyczące udzielania przez PARP pomocy finansowej w ramach PO IG podpisane z dniem 7 kwietnia 2008 r. weszło w życie 24 kwietnia 2008 r., natomiast PARP w celu przyspieszenia działań ogłosiło konkursy na Poddziałania 4.2 i 4.4 PO IG już w dniu 9 kwietnia 2008 r. aby z dniem wejścia w życie Rozporządzenia można było rozpocząć nabór wniosków. Kolejne Rozporządzenie dotyczące udzielania przez PARP pomocy finansowej w ramach PO KL, weszło w życie 27 czerwca, konkurs zaś na Poddziałanie 2.1.1 PO KL został ogłoszony już 30 czerwca 2008 r. Opóźnienia w pracach nad chociażby tymi Rozporządzeniami blokowały wszelkie działania PARP, nastąpiła konieczność przesunięcia terminów konkursów i w konsekwencji późniejszego wyłonienia Beneficjentów. Tym samym uniemożliwiło to wydatkowania środków założonych na rok 2008. Gdzie tu zatem wina Pani Jabłońskiej oraz pracowników PARP?
Fundusze unijne są wskazywane jako jeden ze sposobów walki z kryzysem gospodarczym. Istotne jest, aby procesy związane z naborem projektów i wypłatą środków, dla tych wybranych dotychczas, nie zostały zakłócone. W opinii ekspertów i przedsiębiorców PARP jest postrzegana jako instytucja sprawnie wdrażająca programy dotacyjne. Tymczasem odwołuje się bez podania konkretnych przyczyn kluczową dla tejże instytucji osobę, osobę, która bezdyskusyjnym profesjonalizmem zapracowała na miano jednej z najważniejszych kobiet w polskiej gospodarce (5 miejsce w rankingu ogłoszonym przez „Puls Biznesu" oraz tytuł „Tej, która zmienia polski przemysł w 2008 roku" ogłoszony przez „Nowy Przemysł"). Enigmatycznie zarzuca się Pani Jabłońskiej brak efektywności. Tymczasem PARP w grudniu ubiegłego roku zawarła większość planowanych umów o dofinansowanie dla przedsiębiorców już z nowej perspektywy. Pierwsze płatności zostały już przekazane do przedsiębiorców. W lutym i marcu br. ogłoszono kolejne konkursy dotacyjne. Trwają nabory i ocena wniosków, a więc proces wyłaniania kolejnych beneficjentów. Postępy finansowe, których brak jest rzekomą przyczyną odwołania Prezes Jabłońskiej, będą widoczne w najbliższych miesiącach.
Już dziś można bardzo konkretnie oszacować wartość zakontraktowanych środków. Tylko dlaczego rządzący nie biorą tego pod uwagę? Czy obojętnym jest dla nich fakt, iż zmiana na stanowisku prezesa PARP w kluczowym momencie dla funkcjonowania systemu dotacji dla przedsiębiorców stanowi istotne zagrożenie wydatkowania środków?
Pragniemy bardzo mocno podkreślić, iż PARP jest instytucją publiczną, własnością społeczeństwa, pracującą na rzecz tego społeczeństwa. Apelujemy do wszystkich osób mających wpływ na decyzje nas dotyczące o nie niszczenie naszego wspólnego dobra. Byłoby to działanie wbrew polskiemu interesowi, wbrew interesom przedsiębiorców i innych potencjalnych beneficjentów liczących na szybkie i sprawne skorzystanie ze wsparcia oferowanego z funduszy europejskich.
Artykuł w dzienniku Polska
Rozmowa z Witoldem Kieżuniem
Bardzo trafny komentarz Wiktora Świetlika
Subskrybuj:
Posty (Atom)